|
Co za cudowne uczucie po raz pierwszy świętować Dzień Matki. Co prawda nie dostałam kolorowej laurki, ani Marcinek nie powiedział mi wierszyka, ale za to zostałam już z samego rana obdarowana pięknym bezzębnym jeszcze uśmiechem. Zamiast życzeń usłyszałam „ a gu gu gu eeee”.
Tego się nie da opisać, każda matka chyba wie jak to jest po raz pierwszy świętować ten dzień. Oczywiście nie zapomniałam o swojej mamie , już z rana złożyłam jej życzenia i dałam prezencik.
Popołudniu pojechaliśmy całą rodziną do Katowic do lekarza.
Zrobiłam sobie badania i teraz czekam na wyniki.
Marcinkowi bardzo podobała się ta wycieczka, największą atrakcja była duża ilość samochodów i ludzi. Największe zdziwienie jednak wywołała u niego straż pożarna jadąca na sygnale. W samochodzie większość czasu przespał.
Po powrocie wstąpiliśmy z synkiem do hipermarketu po pieluchy i zupki.
To dopiero była frajda – mnóstwo kolorowych rzeczy.
Potem jak zwykle kąpiel, jedzonko i do łóżeczka.
W nocy pobudka o 3 – potem spał już do rana.
I rano znów zostałam obdarowana pięknym bezzębnym uśmiechem i zastanawiam się teraz czy czasem Dzień Matki nie jest codziennie.
Pogoda piękna, 20 stopni w cieniu – aż chce się żyć.
Chyba wracam do formy.
|