| | | |
Marcinek ma już 15 miesięcy i nie jest już tym małym dzidzisuiem co rok temu. Jak widać chodzenie to dla niego duża frajda, tak duża , że zdecydowanie woli chodzić sam i nie za rączkę, co niestety bywa bardzo uciązliwe. Cięzko to napisac o wlasnym synu, ale musze przyznać , że jest uparty jak osioł , a jeżeli można by przyznać nagrode za histerie przypuszczam ze zdobylby pierwsze miejsce...........
|
Tak, wiem - miałam pisać. Jednak ostatnio tak dużo się dzieje, że nie miałam na to czasu.
Miałam zmienić styl i nie być monotomatyczna, ale jak tu nie być skoro wszystko kręci się wokół synka. No , może prawie wszystko.
Niecały tydzień temu wróciłam z małym ze szpitala - miał zapalenie krtani i gardła.
Biedny miał duże duszności - spędziliśmy razem w szpitalu parę dni. Większość czasu był pod kroplówką i miał robione inhalacje.
Najgorszy moment to jak zabrali go do zabiegowego zakładać wenflon. Słyszeć ten wrzask i nie móc pomóc dziecku to paskudne uczucie.
Przez te pare dni prawie w ogole nie spalałam - godzinami pilnowałam kroplówki, bo mały chciał wyrwać ( a raczej wygryźć) wenflon.
Jeszcze w trakcie pobytu w szpitalu przebijał mu się ząbek.
Samo ząbkowanie to cięzki czas, a co dopiero ząbkowanie w chorobie.
Marcinek czuje się już lepiej, ale ma jeszcze katar i kaszel.
Mam nadzieję, że minie mu już to choróbsko.
|
Zjadłam ostatnią rurke w polewie czekoladowej.........postanowiłam wrócić do pisania, ale bedzie to troche inny styl niz do tej pory...byłam tu trochę monototemtyczna.......pora to zmienić
|

Ale śmieszna minka mojego synka. Słoneczko w oczka za mocno zaświeciło. Jak widać dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Przyjdzie jesienna plucha i zimowa zawierucha to będziemy siedzieć w domku i bloga częściej uzupełniać.
Tyle się dzieje, że aż pogubiłam się w zeznaniach.
Byliśmy w Pszczynie – fotki niedługo w galerii.
A w sobotę w szpitalu na dyżurze pediatrycznym. Mały bardzo dziwnie się zachowywał , nie przerwanie płakał i płakał i wił z bólu, a że w przychodni pediatry nie było, a młody lekarz nie bardzo potrafił się wypowiedzieć o stanie zdrowia synka, to dostaliśmy skierowanie do szpitala.
W drodze do szpitala uspokoił się jednak, zaczął gaworzyć i bawić się grzechotką.
Skoro jednak wybraliśmy się do szpitala, to pokazałam go pediatrze, który stwierdził , że wszystko wygląda ok. To tylko ja nawaliłam , bo pojadłam zielonego groszku dzień wcześniej.
Wiem, wiem – nie wolno grochu, jak karmi się piersią.
Zmyliło mnie jednak to, że w zupce w słoiczku po 6 miesiącu był sobie zielony groszek…..
Więc skoro jest w zupce dla dziecka, to dlaczego nie mogłam bym go zjeść sobie sama…
A uwielbiam zielony groszek.
W efekcie nie wyraziłam zgody na leczenie szpitalne i wróciliśmy do domu.
Od soboty nie zapeszając wszystko jest ok.
Do tej pory nie wiem czy to przez ten groszek, w sumie jakiś czas temu mały go jadł i nic mu nie było.
Zastanawiam się nad następnym konkursem. Co Wy na to? Na forum świecą pustki.
Jedni sąsiedzi wyprowadzili się z klatki, a nowi wprowadzają.
Także albo po klatce, ktoś coś znoszi, albo do góry wynosi.
A tak w ogóle niedługo w galerii będzie również parę fotek z mojego miasta.
Oooooo, tak wygląda moje miasto..........
Ja zostaję , póki co się nie wyprowadzam......
|
Po pierwsze formalności konkursowe. Do listy konkursowej dopisuje:
- Elizabet1234
- Tita 25
- Justyna1304
Forum rozkwita, ach rozkwita. Jak miło. Ciekawe wypowiedzi, nowe tematy …. Super.Tak sobie myślę na jakich zasadach zrobić losowanie, żeby sprawiedliwie było.Dlatego osoby , które biorą udział w konkursie, proszone są , żeby tutaj pod tym wpisem, napisały wybrany numer od 1 -10.
Numery mogą się powtarzać.
Numery te będą potrzebne mi do losowania ( szczegółów nie zdradzę, żeby kombinowania nie było He He ).
W losowaniu będą brane pod uwagę tylko numery wpisane w trakcie trwania konkursu, czyli do 30 lipca do godziny 0:00.
Wpisanie numerów jest nieobowiązkowe.
Życzę miłej zabawy.
Po drugie coś z wydarzeń z dnia codziennego:
- ulubione zajęcie Marcinka to ciągnięcie mnie za nos w nocy, ewentualne budzenie buziakiem – zdecydowanie wole to drugie
- synek ma już swoje ulubione i mniej ulubione osoby: paja sympatia do mamy , taty, babci Zosi i Kazi, cioci Agusi i Ani i do naszego samochodu, na którego widok śmieje się i próbuje nawiązać z nim rozmowę
- stwierdzam, że mojemu dziecku powinnam zawiesić plakietkę „ Obcym zabrania się dotykania moich stópek – grozi wybuchem histerii”
Po trzecie:
Odwiedziłam dziś Onet , a dokładniej zainteresowało mnie hasło : „ Zaskakujące zjawisko na południu Europy” , tematem było nagłe oziębienie i opady śniegu. Zaglądam na komentarze pod owym tematem i co widzę ?? Znów straszą na forum końcem świata, tym razem zostało jeszcze parę lat , bo ma ten koniec nastąpić 21.12.2012 roku……A gdyby tak nie płacić rachunków, nabrać kredytów i do tego czasu wybrać się w podróż dookoła świata, korzystając z jego uroków………
Na fotce wschód słońca, był tak piekny, że musiałam zrobić fotke. Chciałabym takich wschodów oglądać jak najwięcej.......
|
Czas powitać nowy dzień. Niby każdy do siebie podobny, a jednak każdy niesie ze sobą cos nowego. Synek dorwał właśnie moja koszulkę i usiłuje ja zjeść, a raczej pogryźć swoimi pierwszymi ząbkami. W ogóle wydaje się zdziwiony tym faktem, że w jego ustach pojawiło się coś nowego, ostrego i na dodatek całkiem jego. Czego nie da się wyciągnąc i włożyc z powrtem.
Ogłoszony konkurs trwa, forum może nie jest oblegane tłumami ale rozkwita.
Aktualna lista osób , które zgłosiły chęć udziału w konursie :
- Aga
- Justpink
- Madzia 1004
- Atena 22
Są na forum osoby, od których nie dostałam maila z chęcią wzięcia udziału w konkursie - zapraszam, szanse na wygraną są duże. To tyle jeżeli chodzi o formalności konkursowe.
Mój humorek wydaje się dzisiaj jakby lepszy i oby tak zostało.
|
I zaczęło się ! Wczoraj odkryłam dwie małe kreseczki na dolnym dziąśle Marcinka – wyżynają mu się dwie dolne jedynki. Pierwsze wyczekiwane ząbki. Synek jest bardzo dzielny, chociaż widać , że ząbki dają mu o sobie znać. W chwilach kryzysu jest więcej noszenia i przytulania, ciągle pogryza gryzaki z lodówki, no i oczywiście żel. W pogotowiu czeka panadol.
Jak to się mówi kolki przejdą nadejdzie ząbkowanie.
Zastanawiam się tylko kiedy ząbki pojawią się w całej okazałości?? Ile to może trwać??
Gotuje Małemu zupkę z indyczkiem, ziemniaczkami, marchewką , pietruszką i buraczkiem…..
Jeszcze musze mu wprowadzić żółtko, bo to przecież już siódmy miesiąc mu się zaczął.
Jeżeli chodzi o mnie to ostatnio jestem jakaś nerwowa – może zmieniająca aura mi nie służy.
|
Wspaniały dzień. Otrzymałam jedną świetną wiadomość, to wiadomość takiego formatu, że aż skacze się z radości pod sufit i tańczy : „ Taniec radości” .
Marcinek skończył dzisiaj pół roczku. Ale ten czas szybko leci.
Byłam z nim dzisiaj u okulisty skontrolować drugi raz oczka po fototerapii, którą miał po urodzeniu z powodu żółtaczki. Badanie wyszło ok., a syn zadziwił mnie pozytywnie. Przy badaniu w ogóle nie płakał, wręcz przeciwnie rechotał ze śmiechu. Pani doktor i jej asystentka były w lekkim szoku. Jak stwierdziły to jedyne dziecko , które nie płacze u nich w gabinecie , a na dodatek się śmieje. Dzielny chłopak w przychodni spędziliśmy 2 godziny, miał 3 razy zakrapiane oczka.
Parę dni temu moje dziecko odkryło, że można się turlać i „pełzać”. I w ten sposób się przemieszcza z wielkim uśmiechem a twarzy. Chętnie wędruje tak zarówno w dzień jak i nocą.
Dzisiaj nad ranem , tradycyjnie po karmieniu został u mnie w łóżku. Zasnął słodko, a ja z nim. Spało mi się bardzo smacznie dopóki nie obudziło mnie klepnięcie w mój zacny zadek.
Sprawcą owego klepnięcia okazał się mój uśmiechnięty od ucha do ucha syn .
Rasowy chłopak ………
Na zdjęciu pierwsze próby stania na własnych nóżkach.
PS.: Zaczynam wątpić w odzyskanie swojej galerii.
|
Dawno nie pisałam, a to przez to, że przy wgrywaniu zdjęć do galerii obrazów wyskoczył krytyczny błąd i straciłam wszystkie fotki. Tak popsuło mi to humor, że aż zaglądać tu mi się nie chciało. Admin podobno pracuje nad tym. Także póki co galerii nie posiadam.
Na wyjeździe urlopowym było świetnie. Może tak mały fotoreportaż, tak na pocieszenie straconej galerii.
Droga do Szczawnicy minęła nam przyjemnie i bezproblemowo. Marcinek większość czasu przespał.
Na miejscu Marcinkowi bardzo się spodobało, była drewniana huśtawka:
Ślizgawka:
I super pojazd:
Marcinek większość czasu spędził na rękach u mamy:
I u taty:
Byliśmy nad górskim potoczkiem:
I w parku:
Tak w bardzo wielkim skrócie – było czadersko:
Co do szczegółów to pewnie niedługo się pojawią. Pozdrawiam i liczę na to, że admin zaradzi coś na moją awarię galerii.
|
Ubrania, zabawki, ulubiona miseczka i łyżeczka. Aparat, telefon, ładowarki , książeczki zdrowia, leki, kosmetyki……i oczywiście suszarka. Ciągle lista się powiększa. Muszę spakować siebie i Marcinka , zajmując przy tym jak najmniej miejsca.
Jak zwykle przed wyjazdem nie będę w nocy spać, a rano zabierzemy z mężem dziecko i walizki i ruszamy w kierunku Szczawnicy.
To nasz pierwszy urlop z dzieckiem. Z jednej strony radość z drugiej niezłe wyzwanie. Żebym tylko niczego nie zapomniała spakować. Jedno jest pewne wolę się pakować, niż rozpakowywać po powrocie.
Mam nadzieje , że Marcinkowi spodoba się na wczasach. Wracamy w niedziele , chociaż nie wykluczmy przedłużenia pobytu.
O jak się cieszę. Pogoda zapowiada się nawet dobrze. Żeby tylko nie padało.
Z aktualności : Marcin nauczył się pluć , bardzo mu się to podoba. Gdy tylko otworzy oczy zaczyna pluć. Nawet o 4 rano nie obudził mnie dzisiaj płacz, tylko plucie.
Na zdjęciu powyżej Marcinek ze swoim misiem , który służy mu za fotelik. Misia dostał od swojego Chrzestnego jak był jeszcze bardzo malutki.
Jeżeli chodzi o koncert Lady Pank , to było super. Dobrze tak wyrwać się od czasu do czasu z domu bez łobuziaka:
Na koniec występu niebo rozjaśniało sztucznymi ogniami :
I przy okazji poćwiczyłam sobie fotografie koncertową i fajerweków.
Synek sie obudził, zmykam - do niedzieli.
|
Dzisiaj o 2 :30 w nocy minęło 27 lat od mojego przyjścia na świat . O dziwo już od dwóch dni zbieram życzenia i prezenty. Ostatnie urodziny spędzałam w szpitalu z małym jak fasolka Marcinkiem w brzuszku. Rokowania utrzymania ciąży miałam wtedy bardzo kiepskie. A teraz mój syneczek bawi się piłką obok mnie .
Tego życzyli mi wszyscy w tamtym roku i spełniło się.
Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu.
To jest mój wymarzony prezent.
Jakie mam plany na dzisiaj? Wieczorem wyrywam się z mężem z domu, akurat są dni naszego miasta i będzie koncert Lady Pank. Teściowa przyjdzie do Marcinka.
Żeby tylko pogoda dopisała, bo jest pod chmurką.
Dwa dni temu nadmuchałam Marcinkowi piłkę i dałam do zabawy.
I oczywiście chwyciłam za aparat. Na zdjęciu marcinek i jego pierwsze wyczyny w kontakcie z piłką. Chyba rośnie nam piłkarz …..
Zdjęcie ciut większe niż zwykle, żeby było lepiej widać.
.
|

Obiad zrobiony, maleństwo ucięło sobie drzemkę, to mogę napisać coś niecoś. Ostatnio wpadła mi w ręce ksiązką „ Kubuś Puchatek”. Czytając jej fragmenty śmiałam się do łez.
Czyż ta książka nie jest urocza ?
"-Czy wiesz, co to jest? -Nie - rzekł Prosiaczek. -To jest A. -O - rzekł Prosiaczek. -Nie O, tylko A - skarcił go Kłapouchy surowo."
Puchatek: "To bzykanie cos oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, ze ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki ja znam, to ten, ze się jest pszczoła."
"Królik zapytał: - Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba? Puchatek był tak wzruszony, ze powiedział: - Jedno i drugie. - I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: - Ale po co jeszcze chleb, Króliku?"
Już nie mogę się doczekać, gdy będę czytała tę książkę Marcinkowi. Mam zamiar dużo mu czytać, właściwie to już mu czytam.
Na razie dużo z tego nie rozumie, ale myślę że mu się podoba.
I tak sobie myślę, dlaczego by nie poczytać mu Kubusia Puchatka jak się obudzi?
Synku obudź się , mama poczyta Ci o małym sympatycznym misiu.
|
Wdech i wydech, wdech i wydech, spokojnie , miarowo tak oddycha mój śpiący syneczek.
Jest taki malutki, ma malutkie rączki i śliczne usteczka. Uwielbiam przyglądać się mu gdy śpi. Chociaż nie wiem jak ciężki byłby dzień ten wieczorny widok wynagradza mi wszystko.
Uwielbiam radosne chwile z nim spędzone, kiedy to głośno się śmieje. I również te cięższe, kiedy szuka pocieszenia w moich ramionach. Gdy jego małe rączki obejmują moją szyję.
Jutro wstanie nowy dzień, rano moje dzieciątko otworzy oczka i poszuka wzrokiem mnie.
Potem uśmiechnie się i schowa główkę w podusię, by znów ją podnieś i uśmiechnąć się ponownie. Niech to nigdy się nie zmienia…..
|

Zajadam się świeżo zrobionym przeze mnie sernikiem na zimno, z bananami, galaretka i biszkoptami, i kruszonymi wafelkami o smaku kakaowym – taki mój mały własny przepis.
Szukam wzrokiem moich akumulatorków do aparatu, gdzież ja je mogłam dać? Skleroza? A może to sprawka męża, który jest teraz w pracy.
Malutki śpi, jak długo pośpi – trudno powiedzieć.
Dzisiaj w nocy pobił swój rekord spania , zasnął o 20 – obudził się o 6:45, od razu witając dzień wielką kupą.
Dobrze, że chociaż w nocy ładnie śpi i dobrze się zachowuje ten mój łobuz.
Sąsiedzi już zaczynają się dopytywać „ Dlaczego on tak płacze często?”
A płacze to słowo bardzo lekkie w tym wypadku, ja bym to nazwała raczej wrzaskiem.
Głosisko ma mocno, a płuca jakie pojemne. Jak tak dalej pójdzie, to sąsiedzi posądzą nas o maltretowanie.
Ten mój Marcinek to wojowniczy chłopak i bardzo towarzyski przy tym.
Lubi być w centrum zainteresowania , a gdy w nim nie jest, to robi wszystko ( czyt. wrzeszczy) by w nim się znaleźć.
Wczoraj tak mocno kopał w łóżeczko , że aż wykopał barierkę tą wyciąganą, pozatym wystraszył krzykiem swojego starszego o rok kolegę.
Gdzie te akumulatorki? Bez nich , nie będzie nowej fotki.
No cóż, musze zająć się ich szukaniem, bo bez działającego aparatu to jak bez prawej ręki.
Tymczasem zamieszczam stare zdjęcie Marcinka, miał około 3 miesiące, bardzo lubię ta fotkę, za jakość przepraszam . Było robione telefonem.
|
W takiej formie jest dzisiaj mój synek, a ja w nie lepszej.....także wybaczcie ,że dzisiaj nie będę się rozpisywać.
|
Co za cudowne uczucie po raz pierwszy świętować Dzień Matki. Co prawda nie dostałam kolorowej laurki, ani Marcinek nie powiedział mi wierszyka, ale za to zostałam już z samego rana obdarowana pięknym bezzębnym jeszcze uśmiechem. Zamiast życzeń usłyszałam „ a gu gu gu eeee”.
Tego się nie da opisać, każda matka chyba wie jak to jest po raz pierwszy świętować ten dzień. Oczywiście nie zapomniałam o swojej mamie , już z rana złożyłam jej życzenia i dałam prezencik.
Popołudniu pojechaliśmy całą rodziną do Katowic do lekarza.
Zrobiłam sobie badania i teraz czekam na wyniki.
Marcinkowi bardzo podobała się ta wycieczka, największą atrakcja była duża ilość samochodów i ludzi. Największe zdziwienie jednak wywołała u niego straż pożarna jadąca na sygnale. W samochodzie większość czasu przespał.
Po powrocie wstąpiliśmy z synkiem do hipermarketu po pieluchy i zupki.
To dopiero była frajda – mnóstwo kolorowych rzeczy.
Potem jak zwykle kąpiel, jedzonko i do łóżeczka.
W nocy pobudka o 3 – potem spał już do rana.
I rano znów zostałam obdarowana pięknym bezzębnym uśmiechem i zastanawiam się teraz czy czasem Dzień Matki nie jest codziennie.
Pogoda piękna, 20 stopni w cieniu – aż chce się żyć.
Chyba wracam do formy.
|

Tak sobie pomyślałam , że nic tak dobrze nie działa na przemęczonego człowieka jak wyjazd w jakieś urokliwe miejsce.
Ponieważ nie mam w tym momencie takiej możliwości, postanowiłam zrelaksować się "wirtualnie".
I w tym celu właśnie powstał ten gif, zrobiłam go z mojej własnej fotografii.
Uwielbiam to miejsce i samo patrzenie na nie mnie relaksuje, zapraszam wszystkich do relaksu ze mną.
A już niebawem wiecej takich relaksujących miejsc w szmerach-bajerach.
|
Totalne osłabienie. Głowa wydaje się jakby pękała mi na tysiąc kawałków. W dobrej kondycji to ja dzisiaj nie jestem.
Rano byłam na badaniach z Marcinkiem. Pierwszy raz byliśmy na pobraniu krwi, mój synek po raz kolejny okazał się dzielnym bohaterem. Przy pobieraniu krwi ani nie jęknął.
Dzielny ten mój Marcinek. Wygląda na to, że więcej strachu ja się najadłam niż on.
Popołudniu był na chwilę dziadek Marcinka. Marcin jednak nie był w dobrym nastroju i wytargał dziadka za wąsa.
Teraz babcia zabrała go na spacer, a ja muszę trochę odpocząć.
Nie czuje się najlepiej dosyć, ze boli głowa, to jeszcze odzywa się moja stara kontuzja barku.
A nosić co mam , bo moje cudowne 8kg.
Serducho tez w nie najlepszej formie. Od paru dni dziwnie mnie kuje.
No to sobie ponarzekałam dzisiaj, a w poniedziałek trzeba się zabrać za siebie i odwiedzić lekarza. Już nawet się umówiłam na wizytę.
Zmykam odpocząć zanim wróci mama z Marcinkiem.
Dzisiaj dla odmiany bez zdjęcia – powód brak sił.
|
Dzisiaj byłam z Marcinkiem na szczepieniu. Niech mi nikt nie mówi, że dzieci nie zaskakują.
Marcinek został zmierzony i zważony – 71cm i 8kg .- niezły z niego byczek. Pani doktor zdziwiona, że tak przybywał na samej piersi bez dokarmiania kaszkami.
Na wadze leżał jak król z rozłożonymi rękami na boki i z wielkim uśmiechem na twarzy.
Pani doktor dokładnie go zbadała. Wypisała mi na moją prośbę syropem wspomagający pracę jelit, ponieważ Marcinek odkąd zaczął jeść zupki i owocki ma małe problemiki z wypróżnianiem się.
Poza tym dostał skierowanie na profilaktyczne badania: morfologia, żelazo i mocz.
Zdrowy jak ryba synek został zaszczepiony. Przygotowana na wielki wrzask, histerię i potok łez dostałam szoku, gdy mały przy szczepieniu nawet nie jęknął i wyszedł z gabinetu , a raczej został przeze mnie wyniesiony na rękach, z takim samym stoickim spokojem z jakim i został tam wniesiony.
|
Sobota, sobota skończona robota….Dom wreszcie jako tako wygląda. Posprzątane, wyprane wszystko wyprasowane i pięknie poukładane w szafie. Dziecko smacznie śpi za ścianą.
Myślę, że wieczór przebiegnie spokojnie. Wczorajszy wieczór, jak niektórzy z Was już wiedzą nie należał do spokojnych.
Do domu wleciał mi szerszeń – gigant - agresor i mnie atakował.
Uciekłam i zamknęłam go w pokoju.
Poutykałam w drzwiach wszystkie szparki i obgryzając paznokcie czekałam na powrót męża.
Gdy mąż wrócił, zaczął dzielnie walczyć z bzykającym agresorem.
Po stoczonej walce wyszedł i stwierdził, że szerszeń chyba uciekł, albo go zabił , bo już nie bzyczy.
Mąż wyszedł z domu , bo zapomniał telefonu z pracy, a ja spokojna weszłam do pokoju. Gdy siadłam na wersalce sięgając po pilot od telewizora okazało się, że obok mnie siedzi również szerszeń.
Można przypuszczać , że długo tam nie posiedziałam. Wybiegłam. Ubrałam się w bluzę z kapturem ( ochrona przed wplątaniem się szerszenia we włosy). Uzbrojona w „Komputer świat” i w super mocny lakier do włosów, w bojowym nastawieniu wróciłam do pokoju. Okazało się, że wróg niestety gdzieś się zaczaił i zaatakował mnie z ukrycia dobijając wielkimi skrzydłami do mojej głowy, a raczej do kapuzy od bluzy.
Bojowe nastawienie szybko przeobraziło się w panikę i ponownie uciekłam z pola bitwy, zamykając wroga w pokoju.
Pozbycie się agresora zostawiłam jednak mężowi, który po powrocie do domu usłyszał „ On tam jest , idź i go zabij, bez trupa nie wracaj!”>
Po pół godzinie walki ( twarda sztuka z niego była) mąż dumny wyszedł z „trupem”.
Pole bitwy wyglądało ciekawie, większość kwiatków potraciła cześć liści , a na podłodze była warstwa super mocnego lakieru do włosów.
Ale co tam! Najważniejsze , że można było spokojnie iść spać!
Na fotce zdjęcie szerszenia zaczerpnięte z Internetu.
|
Strona użytkownika portalu QZ.pl
|
|
| |
|